SEOłtys

Technologia

WordPress czy Django

Kiedy strona firmowa siada na WordPressie, a kiedy aplikacja na Django. Bez rankingu „lepszy–gorszy”.

Kiedy wystarczy WordPress

WordPress ma sens, gdy potrzebujecie strony firmowej, bloga albo landingów i chcecie sami dodawać treści. Nowa usługa, zdjęcie realizacji, krótki wpis, zmiana numeru telefonu. To ma dać się zrobić bez umawiania programisty na każdy akapit. Formularz, prosta edycja i podstawy SEO, tytuły, nagłówki, sensowna struktura, też mieszczą się w takim zakresie.

Dobrze zrobiony WordPress jest szybki. Ma mało wtyczek, obrazy przygotowane do sieci, pamięć podręczną i motyw, który nie dokłada własnego studia graficznego na każdej podstronie. Źle dobrany WordPress, z dwudziestoma wtyczkami, których nikt nie aktualizuje, trzema suwakami i kreatorem na każdym bloku, bywa wolniejszy i bardziej kruchy niż prosta aplikacja.

WordPress nie jest „stroną z pudełka”, którą wystarczy włączyć. Motyw z marketu, dokładany dlatego, że ma ładne demo, często niesie obce skrypty, obce czcionki i układ, którego i tak nie użyjecie. Zostaje rachunek: co jest potrzebne w pierwszym dniu i kto będzie to klikał po starcie. Resztę lepiej odłożyć, niż zainstalować na zapas.

Kiedy wchodzi Django

Django ma sens, gdy jest proces, nie tylko treść. Konta klientów, panel dla zespołu, reguły, statusy, coś, co ma się dziać tak samo za każdym razem. Integracje, których nie chcecie trzymać w przypadkowej wtyczce aktualizowanej w piątek wieczorem. Logika, którą da się przeczytać w kodzie i rozwijać za rok, gdy dojdzie kolejny krok.

Na starcie płacicie więcej niż za stronę firmową. Dostajecie zakres po rozmowie, nie z półki, i kod, który da się prowadzić dalej. Django do zwykłej wizytówki bywa droższe, niż ta wizytówka potrzebuje. Blog, landing i „zadzwoń do nas” nie stają się lepsze tylko dlatego, że stoją na frameworku.

Granica jest praktyczna. Jeśli za rok chcecie sami dopisywać oferty, WordPress zwykle wygrywa. Jeśli za rok chcecie, żeby zapytanie przechodziło przez statusy, uprawnienia i inny system, Django zwykle wygrywa. Da się też zostać przy WordPressie i wynieść sam proces obok, ale wtedy i tak budujecie kawałek aplikacji. Lepiej nazwać to na początku.

Pytanie, od którego zależy wycena

Pytanie na rozmowie nie brzmi „co jest lepsze”. Brzmi: co ma się dać zrobić za rok bez dokładania dziesięciu wtyczek i bez budowania bloga jak systemu bankowego. Od tej odpowiedzi zależy wycena, nie odwrotnie. Najpierw próg, potem technologia, potem liczba.

Do tej odpowiedzi potrzebujemy adresu obecnej strony, jeśli jest, i dwóch zdań o tym, co człowiek ma na niej zrobić. Zapisać się, kupić, wysłać brief, zalogować się, dostać status. Im konkretniej, tym mniej niespodzianek w połowie projektu. „Nowoczesna strona” nie jest wymaganiem. „Klient ma widzieć cenę usługi i wysłać termin” już jest.

Widełki na stronie cennika są przykładowe. WordPress i Django to dwa różne rzędy wielkości, a wewnątrz każdego rzędu zakres nadal się różni. Sklep, konta i kilka integracji nie kosztują tyle, co landing z formularzem. Wycena powstaje po rozmowie, nie z tabelki na ślepo.

Co jest wspólne, niezależnie od wyboru

I WordPress, i Django mają na starcie podstawy, bez których pozycjonowanie i reklama pracują pod górkę. Tytuły, które mówią o usłudze. Nagłówki, po których da się przejść. Strona, która wstaje w telefonie. Formularz, który gdzieś dociera, a nie znika w skrzynce sprawdzanej w piątek. Przekazanie: co klikać, gdy chcecie zmienić tekst albo dodać zdjęcie.

Żadne z nich nie jest z góry szybsze. Szybkość zależy od tego, co dołożycie: obrazów, fontów, skryptów, obcych wtyczek, ciężkich zapytań. Dlatego przy stronie od razu mówimy, czego nie dokładamy. Suwak na stronie głównej, trzy czaty i mapa w stopce każdej podstrony rzadko są warte swojego czasu ładowania.

Stronę można zamówić osobno, bez abonamentu na SEO i bez kampanii. Jeśli widoczność ma iść razem z budową, treści i struktura powstają pod zapytania, nie pod przypadkowe demo motywu. Jeśli macie już stronę i tylko muli, to jest osobna rozmowa o szybkości, nie od razu wymiana całego systemu.

Czego nie mieszamy

Nie składamy procesu firmy z wtyczek, których nikt nie pilnuje, tylko dlatego, że na starcie wygląda taniej. Za rok aktualizacja jednej z nich potrafi zatrzymać formularz, a nikt nie pamięta, która to była. Nie budujemy też prostej strony firmowej jak aplikacji z panelami, których nikt nie użyje. Oba skrajne wybory kończą się rachunkiem, tylko w innym momencie.

Nie obiecujemy, że WordPress „wystarczy na zawsze” ani że Django „jest nowocześniejsze”. Nowoczesność nie jest kryterium. Kryterium jest to, co macie zrobić w przyszłym roku i kto ma to klikać. Od tego zaczynamy rozmowę. Reszta, motyw, moduły, integracje, wynika z tej odpowiedzi, a nie z rankingu technologii.