W skrócie
Sklep motoryzacyjny na WooCommerce psuje się w innych miejscach niż wizytówka firmy. Katalog ma tysiące albo dziesiątki tysięcy pozycji. Klient często nie wpisuje „klocki hamulcowe”, tylko numer OE albo numer katalogowy. Opis, zdjęcie i cena przychodzą z hurtowni, czasem z Inter Cars albo Auto Partner, i ten sam akapit ląduje przy setkach SKU. Do tego dochodzi TecDoc albo własna wyszukiwarka po pojeździe: marka, model, silnik, rok.
Strony na te frazy zostają przy ogólnikach: nie mówią, co WooCommerce robi z numerem części, z plikiem XML i z filtrami. Zaczynamy od audytu, wdrażamy poprawki i mierzymy jeszcze raz. Sam plik z uwagami zostaje, gdy poprawiacie u siebie.
Katalog części to nie zwykły sklep
W sklepie z odzieżą produkt ma nazwę, którą da się powiedzieć. W sklepie z częściami nazwa bywa zlepkiem: marka części, numer, skrót strony montażu i model, do którego „pasuje”. Przy dwudziestu produktach da się to napisać ręcznie. Przy imporcie z hurtowni nikt tego nie napisze. Google dostaje wtedy tysiąc cienkich kart: ten sam opis, inne SKU, zdjęcie z feedu w rozmiarze z aparatu dostawcy.
To samo dotyczy akcesoriów, sprzętu motocyklowego i kosmetyki samochodowej. Kosmetyka ma mniej numerów OE, za to warianty pojemności, które WooCommerce rozbija na osobne adresy. Wspólne jest jedno: w indeksie zostają karty, których ktoś szuka, a nie każda kombinacja z importu. Najpierw liczymy, ile adresów to produkty, ile filtry, a ile ten sam numer z dwóch hurtowni.
Numer OE i numer katalogowy
Część ruchu w tej niszy to zapytanie, które wygląda jak hasło, nie jak zdanie. Numer OE, numer producenta części, czasem stary numer z pudełka. Jeśli ten numer jest tylko w ukrytym polu wtyczki, wyszukiwarka sklepu go nie znajdzie, a Google też nie ma z czego złożyć tytułu. Numer ma być widoczny na karcie, w tytule tam, gdzie naprawdę odróżnia produkt, i w danych produktu jako SKU albo MPN. Nie wklejamy go dziesięć razy w opis.
Druga pułapka to dwa adresy na ten sam numer: raz z hurtowni A, raz z hurtowni B, z inną ceną i tym samym zdjęciem. Dla człowieka to jeden klocek. Dla Google to dwie karty, które konkurują ze sobą. Ustalamy, który adres zostaje, a drugi dostaje przekierowanie albo kanoniczny adres. Zamienniki opisujemy jako zamienniki, z numerem OE obok, a nie jako kopię oryginału.
Adres produktu może zawierać krótki, stały numer. Nie budujemy go z całej ścieżki filtrów, bo każdy klik robi wtedy nową stronę. Pojazd, do którego część pasuje, zostaje w danych dopasowania albo na wąskiej grupie stron, które świadomie pokazujemy w Google.
TecDoc i plik z hurtowni
TecDoc to katalog dopasowania części do pojazdów, nie wtyczka „do SEO”. W WooCommerce pojawia się jako wyszukiwarka po aucie albo jako zaimportowane powiązania: ten numer pasuje do tych modeli. Licencja na dane jest umową ze źródłem katalogu. Nie sprzedajemy jej i nie wpisujemy jej w widełki na tej stronie. Od strony sklepu liczy się co innego: czy zapytanie do katalogu leci przy każdym otwarciu kategorii, i czy import przepisuje opisy, które właśnie poprawiliście.
Import z Inter Cars, Auto Partner albo innej hurtowni dowozi stany, ceny, czasem zdjęcia i nazwy. Do sprzedaży jest potrzebny. Do widoczności bywa ciężarem: pełny plik co godzinę rusza tysiące produktów, choć cena zmieniła się u dwudziestu. Cache pada, a ten sam opis z feedu zostaje przy całej linii SKU.
Stan i cena mogą przychodzić często, ale tylko tam, gdzie się zmieniły. Nazwa i opis nie powinny być nadpisywane przy każdym pliku, jeśli ktoś je poprawił. Zdjęcie z feedu trzeba odchudzić, zanim trafi na telefon. Jak import obciąża sklep, opisujemy na stronie integracje, które spowalniają WooCommerce.
Filtry: marka, model, silnik
Wyszukiwarka po pojeździe jest sensem tego sklepu. Klient wybiera auto i chce zobaczyć części, które pasują. Google nie musi dostać osobnego adresu dla każdej kombinacji marki, modelu, silnika i roku.
W indeksie zostaje kategoria i produkt. Wąską stronę dopasowania, na przykład klocki do jednego modelu, dodajemy tylko wtedy, gdy da się na niej napisać więcej niż listę SKU. Reszta filtrów wskazuje kanonicznie na kategorię albo jest poza indeksem. Sortowanie i sesja pojazdu nie mogą robić kopii tej samej listy.
Filtr na sklepie zostaje. Znika bałagan adresów. Przy okazji patrzymy, czy widget nie dociąga całego drzewa TecDoc, zanim ktoś wybierze auto. To już jest szybkość strony, i na telefonie widać ją szybciej niż w raporcie.
Dane produktu, których da się użyć
Karta części powinna mówić maszynom to samo, co mówi człowiekowi: nazwa, marka części, numer, cena, dostępność, waluta. Do tego służy opis produktu w danych strukturalnych. Numer OE albo numer producenta ma swoje pole, nie tylko miejsce w akapicie. Dostępność ma wynikać ze stanu, który i tak trzymacie, a nie z napisu „zapytaj” przy produkcie, który jest na półce.
Nie dokładamy gwiazdek ani liczby opinii, których sklep nie zebrał. Jeśli opinii nie ma, tego pola nie ma. Zdjęcie w danych ma być tym z karty, po odchudzeniu.
Core Web Vitals na telefonie
W tej niszy telefon jest często warsztatem albo parkingiem, nie biurkiem. LCP to moment, w którym widać zdjęcie części albo nazwę z numerem, nie moment zielonego kółka w teście na laptopie. INP to moment, w którym filtr modelu albo przycisk „do koszyka” reaguje. CLS to skok ceny, gdy późno wczyta się stan z hurtowni, albo baner, który zjeżdża na przycisk.
Najczęściej ciąży zdjęcie z feedu i skrypt wyszukiwarki pojazdu, który startuje wszędzie. Nie obiecujemy stu punktów w teście. Obiecujemy pomiar karty, nazwaną przyczynę i pomiar po poprawce. Czemu licznik nie jest celem, piszemy w poradniku szybkość strony a SEO.
Google AI Overviews i ChatGPT
Część pytań o części nie kończy się listą linków. Ktoś pyta w Google albo w oknie asystenta, jaki klocek pasuje do konkretnego silnika. Asystent chętniej powtarza zdanie, w którym jest pojazd, rocznik, numer i jasna oferta, niż stronę, która jest tylko siatką filtrów. Dlatego karty i te nieliczne strony dopasowania, które zostawiamy w indeksie, mają mówić pełnym zdaniem: do czego część pasuje i czego na nich nie ma.
To jest kawałek AI SEO, nie osobna magia. Nie obiecujemy, że asystent wskaże wyłącznie Wasz sklep. Sprawdzamy kilka prawdziwych pytań z asortymentu i czy na stronie jest zdanie, które da się zacytować. Spójna nazwa, cena przy produkcie i jeden adres na numer pomagają ludziom tak samo jak modelom.
Audyt i wdrożenie
Na start wystarczy adres sklepu i dwa zdania: co sprzedajecie i skąd biorą się stany. Dalej jest audyt indeksu, numerów, filtrów, importu i pomiar telefonu. Poprawki wdrażamy w sklepie i mierzymy ten sam adres jeszcze raz. Sam dokument zostawiamy, gdy wolicie poprawiać u siebie. Widełki niżej są przykładowe. Sklep z dwoma tysiącami kart i sklep na hurtowni to dwie różne roboty.
Abonament, treści i linki zostają osobną kolejką na stronie pozycjonowania SEO. Ta strona załatwia bałagan, przez który abonament pracowałby pod górkę.
Czego nie robimy
- Gwarancji pierwszego miejsca na numer OE albo na frazę „części samochodowe”.
- Dopisywania opinii i gwiazdek, których sklep nie zebrał.
- Wyłączania wyszukiwarki po pojeździe tylko po to, żeby było mniej adresów. Filtr zostaje, porządkujemy indeks.
- Obietnicy, że sam TecDoc albo sam import „zrobi SEO”.
