SEOłtys

Gdy samej widoczności już mało

Strony i aplikacje na zamówienie

Budujemy strony firmowe i aplikacje, gdy obecna strona nie udźwignie oferty albo gdy od zera ma powstać narzędzie, nie wizytówka. WordPress i Django są oba w warsztacie. Mówimy wprost, które ma sens w Waszym przypadku.

Kogut SEOłtys z uniesionymi skrzydłami. Napis: Wyżej, niż myślisz!

Co wchodzi w robotę

WordPress czy Django

To nie jest ranking lepszy–gorszy. To pytanie, co ma się dać zrobić za rok bez dokładania dziesięciu wtyczek albo bez pisania prostego bloga jak systemu bankowego.

  • WordPress

    Strona firmowa, blog, landingi, katalog treści. Chcecie sami dodawać wpisy. Budżet i czas są mniejsze, a wtyczki naprawdę pokrywają formularze albo prosty sklep. Dobrze zrobiony WordPress jest szybki i da się go pozycjonować.

  • Django

    Jest proces, konta użytkowników, panel, integracje albo logika, której nie chcecie trzymać w przypadkowych wtyczkach. Strona ma rosnąć w aplikację. Płacicie więcej na starcie i dostajecie kod, który da się rozwijać.

Źle dobrany WordPress z dwudziestoma wtyczkami bywa wolniejszy i trudniejszy niż prosta aplikacja. Źle dobrane Django bywa droższe, niż strona potrzebuje. Na rozmowie mówimy, który próg właśnie przekraczacie.

Czego nie robimy

  • Wciskania Django tam, gdzie wystarczy porządny WordPress.
  • Motywu z marketu obłożonego wtyczkami, których nikt nie aktualizuje.
  • Obietnicy, że nowa strona sama wskoczy na czoło Google.

To dosprzedaż. Najpierw łapiemy widoczność, potem bierzemy kod.